Winktown

Prolog

- prof. Sokolov

GRAFIKA

Laboratorium. O ile tę ruderę można tak dumnie nazwać. W pomieszczeniu panuje półmrok. Lampa migocze ponurym światłem rozświetlając na chwilę aparaturę alchemiczną znajdującą się w przybytku samozwańczego profesora. Jest nim Anton Sokolov, który pochrapuje trzymając swoją głowę podpartą na ręce, która znajduje się na metalowym biurku. Jest to kolejna noc, którą naukowiec – szaleniec przespał w miejscu swojej pracy, zamiast w łóżku. Pomimo bulgotu mikstur ważących się w probówkach, syczenia jakiś oleistych substancji, profesor śpi jak zabity. Mikstury, które waży najpewniej są samogonem, choć sam twierdzi, że to nad przełomowym odkryciem pracuje, a produkcją alkoholu się nie pała, gdyż to zajęcie dla wieśniaków, co jest tylko i wyłącznie twierdzeniem profesora, bo jak wiadomo alkochemicy cieszą się wielkim prestiżem na Pustkowiach. Nic dziwnego, że nie chce się chwalić swoimi alkochemicznymi zdolnościami, gdyż wówczas miejscowi w ogóle by mu żyć nie dali. Faktem jest natomiast, że Sokolov wiecznie chodzi pijany, a skąd bierze trunki nie wiadomo, bowiem nikt go jeszcze w żadnym monopolowym nie uświadczył. Sam rzecze, że to przejezdni go częstują alkoholem.

W gabinecie jest uchylone okno, przez które widać czyste niebo, a na nim gwiazdy, lecz tuż nad linią horyzontu mieni się zielona poświata, niczym zorza polarna. Nie jest to jednak zorza. Jest to efekt radioaktywności z którą borykają się mieszkańcy Pustkowi. Pustkowia to niezwykłe miejsce, które wbrew swojej nazwy jest PEŁNE niebezpieczeństw. Jednym z nich, dla okolicznych mieszkańców, jest niewątpliwie profesor. Tubylcy mają z nim niemalże codziennie jakieś perypetie. Ostatnio naukowiec zanieczyścił chemikaliami jedyną studnię w okolicy, z której można było się napić czegoś co przypominało wodę. Nie umierało się po tym od razu, tylko po tygodniu, więc jak na standardy Pustkowi, woda pierwszej czystości. Stąd też nie dziwi masowe wkurwienie na profesora, który zamiast do swojego wychodka, wylał właśnie do tej studni radioaktywne odpady ze swojego osobistego reaktora. Tak, Sokolov posiada przed swoim domostwem mały reaktor. Ten każdego dnia straszy rozszczelnieniem i kolejną katastrofą, przynajmniej teoretycznie rzecz ujmując. Tutaj tereny są tak skażone, że nikt by nawet nie zauważył różnicy. Wracając jednak do otwartego okna… Na parapecie przysiadł czarny ptak. Gatunek ciężko rozpoznać. Ornitolog miałby z tym nie lada problem. Przypomina on przerośniętego kruka. Kruk wydaje przeraźliwe dźwięki, takie jakie kruki mają w zwyczaju wydawać, tyle że dwa razy głośniej. Jednak profesor niewzruszony dalej śpi w najlepsze śliniąc się na swoją dłoń i mamrocząc coś pod nosem w języku znanym tylko jemu. Kruk uparcie kracze, tak jakby miał jakąś wiadomość dla profesora. Ptak przelatuje na lampę znajdującą się nad śpiącym naukowcem. Nie wiadomo czy ptak ten jest złośliwy, czy fizjologia także i ptakom płata figle, bowiem kruk poczuł chyba nagłą potrzebę na wypróżnienie się – wprost na głowę profesora. Sokolov ma bujną fryzurę, siwą, lecz jest łysy z tyłu głowy na kości ciemieniowej. Właśnie to łyse miejsce upatrzył sobie ptak na zrzucenie bomby biologicznej. Profesor budzi się wzdrygnąwszy lewą ręką w taki sposób, że z wielkim impetem uderzył nią w butelkę po whiskey stojącą na biurku, która ta poleciała wprost w aparaturę alchemiczną roztrzaskując probówki w drobny mak, a substancje w nich zawarte rozprysnęły się po ścianie i podłodze. Antonowi zajęło kilka sekund aby zrozumieć, co się właśnie stało. Pomacał się lewą dłonią po czuprynie, gdzie wyczuł ptasie gówno i w tym samym momencie ujrzał kruka, który przemieścił się spowrotem na parapet. Sokolov nie zastanawiając się za długo, chwyta rewolwer, który także znajdował się na biurku, i wystrzeliwuje w stronę okna. Oczywiście pudłuje, bowiem jeszcze ma ze dwa promile, a huk wystrzału sprawia tylko, że ze ścian odpadły kolejne kawałki, już i tak ubogiego, tynku. Ptak odlatuje, a Sokolov biegnie do umywalki zmyć z siebie ptasie odchody. W tym czasie po pomieszczeniu rozchodzi się dźwięk walenia w drzwi, najpewniej zaciśniętą pięścią.

Komentarze

Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Ciekawe kto się dobija... Według mnie jest to albo Inkwizycja, albo Rangersi. Inkwizycja chce obejrzeć miejsce, gdzie odprawiane są heretyckie rytuały. Strażnicy pewnie chcą zapuszkować Sokołova za produkcję alkoholu bez państwowej licencji.
Herr Juarez

Dnia Herr Juarez napisał:

Nawiązując zarówno do dzieła Sokolova jak i komentarza Talerza, gówniana sprawa.
major Radziecki

Dnia major Radziecki napisał:

NEVERMORE

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 2 nieznanych