Winktown

Niespodziewana wizyta #1

- prof. Sokolov

GRAFIKA

Profesor bardzo dokładnie obmywa czubek swej głowy z nieczystości. Choć do reszty ciała nie przywiązuje większej uwagi - można by rzec, że przypomina trochę żula, bądź hipstera sarmackiego pochodzenia, to na punkcie wyglądu swojej głowy ma absolutnego bzika. Włosy utrzymuje w artystycznym nieładzie, który wg profesora ma wskazywać na kłębiące się myśli w jego głowie oraz zawiłość tez, które wygłasza. Twarz Sokolova zdobią złote okulary, zawieszone na złotym łańcuszku, które mają akcentować profesorskie aspiracje naukowca, a krzaczaste brwi, niemalże łączące się w jedną brew, sprawiają, że twarz Antona jest ponura i groźna. Efekt ten wzmaga bujna broda i wąsy. Pieczołowite zmywanie gówna sprawia, że profesor zupełnie ignoruje dobijającego się do drzwi osobnika, a ten wciąż wali do drzwi, coraz mocniej i głośniej.

- Kurwa, zaś ta dzieciarnia! - krzyczy sam do siebie rozwścieczony profesor – Powtarzałem już wielokrotnie, nie produkuję alkoholu, a nawet jeśli bym to robił, nie oddałbym wam ani jednej kropelki! - krzyknął jeszcze głośniej, coby delikwent za drzwiami na pewno usłyszał.

Sokolov nie słynie z kwiecistej mowy. Woli prosty, często wulgarny i stanowczy przekaz. Wynika to z tego, że prowadzi on samotnicze życie. Stroni od ludzi i towarzystwa, no chyba że dziwek, które dość często u niego goszczą. Nie dziwi zatem niechęć profesora do wszelkich gości, zwłaszcza tych co dobijają się dłużej niż pięć minut. Oni zawsze czegoś chcą. A to mikstury leczniczej, a to czegoś na chwasty, a to truciznę na teściową, ale najczęściej chcą alkoholu. Oczywiście zawsze chcą za darmo, „bo biedni jesteśmy, zlituj się nad nami światły człowieku”. A ponieważ profesor nie słynie z uprzejmości i hojności, zawsze ich spławia, najczęściej swoim rewolwerem, z którego nie potrafi strzelać, a oni i tak zawsze wracają licząc być może na lepszy humor profesora, co jednak prawie w ogóle się nie zdarza.

Skończywszy porządkować swoją czuprynę, Anton zmierza ku drzwiom w celu ich otwarcia. Na wszelki wypadek bierze ze sobą rewolwer, który jednak chowa do wnętrza marynarki. Zagląda przez wizjer, a tam postać w kapeluszu pochylona w taki sposób, że rondo zasłania twarz owego przybysza. Reszty ciała nie widać, gdyż postać stoi bardzo blisko drzwi.

- Kto tam?! - pyta zniecierpliwiony Sokolov – Kogo tu znowu niesie, i w jakiej sprawie?

Jednak pytanie pozostaje bez odzewu. Anton jest człowiekiem nieufnym, świadomym swoich mizernych zdolności strzeleckich, więc postanawia nie otwierać drzwi nieznajomemu. Odchodzi od drzwi, licząc na to, że gość zrezygnuje z dobijania się. Jednak nadzieja pozostaje daremna. Po całej izbie nagle rozchodzi się wielki huk, jeszcze większy niż przy strzale do kruka. Ze ścian pospadały resztki tynku, a profesor upada na podłogę tracąc słuch na chwil parę. Drzwi wejściowe rozwarły się, a za nimi uniosły się kłęby dymu. Do pomieszczenia wchodzi osoba w płaszczu, w ręku dzierżąca strzelbę. Osoba ta okazuje się być kobietą!

- Witaj profesorze. - powitała Sokolova pięknym, kobiecym głosem.

- Kim jesteś i dlaczego mnie nachodzisz? - odparł lekko się jąkając oszołomiony hałasem wystrzału Anton, który wciąż leży na podłodze.

Jednak kobieta milczy. Zamiast odpowiedzieć, doładowuje do strzelby nabój, który zużyła na otwarcie drzwi.

- To dość osobliwy sposób na wejście do czyjegoś mieszkania. - dodał profesor już pewniejszym głosem – Nie znam intencji szanownej pani, ale proszę mi wierzyć, nie ujdzie to pani na sucho!

Kobieta uśmiecha się pod nosem na chwilę, odkłada strzelbę do kabury umieszczonej na plecach i udaje się w stronę izby, w której mieści się prywatna biblioteka profesora. Profesor podnosi się z podłogi, spogląda na kobietę, która akurat w tym momencie odwrócona jest do niego plecami, bo przegląda księgi umieszczone na pułkach, i przypomina sobie o rewolwerze schowanym za pazuchą. Wyciąga go, już ma celować do kobiety, kiedy to ta nagle się odwraca i wytrąca broń z dłoni Antona lassem wyciągniętym nie wiadomo skąd.

- Ale harda suka! - pomyślał profesor trzymając się za obolałą dłoń lekko rozciętą przez lasso, spoglądając przerażonym wzrokiem skatowanego kundla.

- Profesorze… - rzekła z politowaniem kobieta – Ładnie to tak celować do kobiety i to jeszcze w plecy?

Tym razem to profesor zostawia pytanie bez odpowiedzi. Zamiast tego stoi jak nieprzygotowany uczeń wyciągnięty do odpowiedzi, czekając na nieuniknioną jedynkę w dzienniku. Przybyszka wychodzi z biblioteki i udaje się w stronę salonu. Tam ściąga z siebie płaszcz, kładzie go na kanapie tak aby się nie pogniótł, a na nim odkłada strzelbę i kapelusz. Oczom profesora tym samym ukazała się w pełnej okazałości. Okazuje się, że kobieta jest nie tylko charakterna, ale i piękna. Sokołowa aż zamurowało i szybko pożałował, że założył ciasne spodnie. Nieznajoma siada na fotelu obok, naprzeciw rozpalonego kominka zakładając nogę na nogę.

- Profesorze, spocznij obok – wskazała na fotel obok ręką – przychodzę tutaj z bardzo ważną misją.

Komentarze

Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Oho... Chyba będą sceny seksu? Ta powieść koniec końców powinna się tytułować "69 twarzy Sokolova" xD
prof. Sokolov

Dnia prof. Sokolov napisał:

Czy wg Towarzysza każde spotkanie z kobietą kończy się kopulacją?
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

W idealnym świecie... O ile oczywiście kobitka jest ładna.
prof. Sokolov

Dnia prof. Sokolov napisał:

A gdybyś miał ładną siostrę/matkę/teściową?
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Rodzina, to inna kategoria ludziów. A teściową bym musiał wpierw zobaczyć :P
major Radziecki

Dnia major Radziecki napisał:

Żenua Talerz, żenua i dziecinada!
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Jakbym rozważał teścia, to by było w pytkę wandejskie?

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 2 nieznanych