Winktown

Misja amigos

- Pan Talerz

GRAFIKA

  Zdezelowana, wojskowa terenówka marki Przedbieda przejechała przez na wpół otwartą bramę. Stalowe wrota zaskrzypiały złowieszczo, jakby chciały ostrzec pasażerów pojazdu, aby opuścili jak najprędzej to przeklęte miejsce. Tuż za bramą znajdował się posterunek strażniczy. Wcześniej zawsze był obsadzony, teraz świecił pustkami i to najwyraźniej od dawna.

  Samochód pomknął na południe, wzniecając tumany miałkiego piasku. Skręcił w jedną z uliczek i zrobił pętlę wokół kwartału. Ani żywej duszy, nie licząc kilku mechanicznych konstruktów snujących się smętnie po opuszczonym mieście.

  Auto wróciło na plac przy północnej bramie i zatrzymało się gwałtowonie tuż przed werandą lokalu szczycącego się najgorszą opinią w okolicy, jeżeli nie na całym kontynencie. Neonowy szyld przedstawiający siusiającego psiaka i napis poskładany z liter z których każda najwyraźniej pochodziła z innej parafii obwieszczał: 

POD RÓŻOFYM KUNDLEM

                                    BAR 

  Cztery postacie w żółych, ochronnych kombinezonach ABC wysiadły z terenówki. Pierwszy przybysz w dłoniach trzymał licznik Geigera na który naniesiono wiele autorskich ulepszeń. Osobie postronnej trudno byłoby się połapać w odczytach urządzenia, ale użytkownik najwyraźniej wiedział na które liczby patrzeć i jak je interpretować. I te mówiły mu wprost, że należy kierować się do wnętrza lokalu.

  Drugi z przybyłych wyposażony był w wojskowy opryskiwacz do dezynfekcji. Kilkanaście litrów alkoholu etylowego które dźwigał w zbiorniku na plecach bardzo mu ciążyło, bo najwyraźniej wolałby go spożytkować w inny sposób niż zakładał plan, ale cóż... Rozkaz to rozkaz. Może później uda mu się w jakiś sposób zdefraudować kilka litrów z wojskowych magazynów?

  Sprzęt trzeciego gościa z daleka sugerować by mogło, że i on będzie coś odkażał. I w pewnym sensie była to prawda, aczkolwiek przybysz ten był przedstawicielem Zakonu Płonącego Miecza i jako funkcjonariusz Inkwizytorium z Pełnymi Uprawnieniami, miał się pozbyć z tego miejsca Herezji, w tym wypadku wypalając je do gołej ziemi przy pomocy miotacza ognia model PYRO 3000.

  Czwarty uczestnik ekspedycji prezentował się za to biednie, bo dali mu wyłącznie dubeltówkę. Na wszelki wypadek, gdyby jednak coś tu jednak żyło i rzuciło się z pazurami na członków wyprawy. 

  W uzgodnionym wcześniej szyku, czterech przybyszów ruszyło w stronę "Różowego Kundla". Pierwszy szedł gość z licznikiem Geigera, badający poziom skażenia. Tuż za nim rozglądając się na prawo i lewo, kroczył ten który był wyposażony w dubeltówkę. Zaraz za nimi podążali Inkwizytor i Dezynfekator. 

  W ciszy wszyscy czterej wkroczyli do ogarniętego mrokiem baru...

  Po dłuższej chwili z wnętrza knajpy wytoczyło się truchło. Siłą rozpędu sturlało się z werandy i zatrzymało się dopiero na piasku kilka kroków od terenówki. Zasuszony trup człowieka w mundurze północnobrodryjskich sił zbrojnych którego głowa obwiązana była bandażami. Trochę przypominał przez to gnarpa.

  Konowały ze szpitala Shade'a Cienowskiego chciały pomóc. W imię przyjaźni winkowo-brodryjskiej chcieli uratować człowieka który przez pomyłkę wlazł na minę pułapkę. I to właśnie oni byli jednymi z pierwszych którzy umarli. Skąd mogli wiedzieć, że pacjent był tykającą bombą? Aż takimi specjalistami w swoim fachu nie byli.

  Z "Różowego Kundla" wyłonił się Inkwizytor. Spokojnym krokiem pokonał odległość go dzielącą od trupa, po czym pociągnął linkę rozrusznika swojego miotacza ognia, i zaczął palić na popiół truchło brodryjskiego wysłannika. Kiedy trup zajął się ogniem na dobre, a w powietrzu zaczął unosić się słodki zapach palonego miejsca, tuż za pracującym funkcjonariuszem Świętego Officjum pojawiło się dwóch innych członków ekspedycji, ten z dubeltówką i ten co wcześniej obsługiwał licznik Geigera, a teraz w gumowych rękawicach dzierżył kilka butelek "Uranowego". Podał jedno piwo koledze z bronią a drugie przeznaczone dla palacza postawił na schodkach werandy, po czym ściągnął z twarzy maskę ochronną.

- Za chwilę wnętrze będzie czyste. Bułgamir kończy odkażanie  - powiedział do towarzyszy.

- A czy na pewno nic nam nie grozi? - zapytał posiadacz dubeltówki.

- My jesteśmy zaszczepieni na ten szczep, a ponownie nie można się zarazić - odpowiedział Inkwizytor, wyłączywszy miotacz ognia.

- To po co to całe odkażanie? 

- Bo śmierdziało strasznie trupem.

    Pokiwali zgodnie głowami, to był niezaprzeczalny fakt.

- Szkoda tych wszystkich Winków...

- Ano szkoda...

  Wszyscy trzej pociągnęli łyk "Uranowego" które już wystarczająco długi czas leżakowało w opuszczonym Winktown. 

  Kilka minut później do członków ekspedycji delektujących się piwem na werandzie "Różowego Kundla" dołączył Bułgamir.

- Trzeba poinformować dowództwo, że Objekt Zero jest już czysty i że mogą wyłazić z nor po których się pochowali!

Epilog

W miejscu odległym od Wolnego Miasta Winktown o wiele mil, w kompleksie podziemnych schronów przeciwatomowych jeszcze z czasów Rzeszy Słomagromskiej, Otto von Teller, nieformalny przywódca Winków na Pustkowiach czytał raport otrzymany od ekspedycji która kilka dni wcześniej wyruszyła do Winkowego Miasteczka.

  - A więc to ten szuja Pietrow... Najpierw chciał się z nami dogadać w sprawie dostaw broni dla brodryjskiej armii, a potem się okazuje, że szuja współpracuje z Diukiem Hasselandzkim i nam wysyła agenta zarażonego wirusem S351A. Większość mieszkańców Pustkowi Winków wykitowała na realiozę! - Porcelanowy uderzył pięścią w stół. - Mogłem się spodziewać, że zdrajca pozostanie zdrajcą!

  Winek nabrał powietrza do płuc i i zaraz je wypuścił, po czym wstał od biurka i podszedł do wiszącej na ścianie mapy sytuacyjnej przedstawiającej cały znany Pollin.

  - Tyle czasu zmarnowano na znalezienie przyczyny epidemii na Pustkowiach. No nic, trzeba będzie zakasać rękawy i odpłacić się z nawiązką naszym wrogom za krzywdy!

  Talerz pochwycił szybkim ruchem leżący nóż i rzucił nim w mapę. Ostrze utkwiło w miejscu znanym niegdyś jako Wyspy Razuri i Zegisa, a dziś jako Królestwo Hasselandu.

Komentarze

Herr Juarez

Dnia Herr Juarez napisał:

Tekst na dwa rzuty okiem (jedno pudło niestety...) wygląda na cudeńko. Zapewne dam kufel jak przeczytam, a przeczytam jak się wyśpię. Hile!
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Nie dał kufla, znaczy jeszcze śpi. Pewnie wypił "Uranowe" z pigułką gwałtu Bobola.

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 3 nieznanych