Winktown

Noworoczne fajerwerki '52

- Pan Talerz

W związku z ogólnokrajowym marazmem i nastaniem epoki dekadencji, zainteresowanym postanowiliśmy przypomnieć krótką nowelę napisaną przez Otto von Tellera z okazji Nowego Roku '52 lata Po Bombach.  Może ktoś doceni i zostawi komentarz.

Noworoczne fajerwerki

Talerz i Tocza siedzieli z szampanem na dachu "Różowego Kundla" i patrzyli poza horyzont. Było grubo po północy i była to naprawdę piękną, bezchmurną noc. Pustkowia okryte były mrokiem i tylko elektrownia jarzyła się świetlistym blaskiem. No cóż, gnarpy, nie oszczędzały energii którą same produkowały. Gdzieniegdzie widać było również radioaktywne, zielone poświaty unoszącą się nad szczególnie mocno napromieniowanymi miejscami.
- Ech... Kiedyś to po północy zawsze Harold odpalał te fajerwerki a dzisiaj? - wspominał dawne dzieje Toczald.
- Plotki mówią że Radioactiv organizuje zbrojne, gnarpie bojówki w Dayglow i w przyszłym roku zamierza najechać na Winktown swoją dywizją pancerną. Ponoć ma już trzy czołgi na chodzie! - popisał się wiedzą wywiadowczą Porcelanowy Książę.
- Fajnie, jak tu wpadnie i zacznie do nas strzelać to wybije nam kolejne 20% populacji miasta... - zaczął marudzić pierwszy, po czym pociągnął łyk szampana.
- Tylko nie wychlej wszystkiego na raz! - skarcił go Talerz - Ostatnia butelka z zapasów przywiezionych przeze mnie z Wandystanu. Wiesz jak ciężko jest tam dostać prawdziwy alkohol? Musiałem sprzedać kilo brudnego uranu żeby dostać kartki na prawdziwy alkohol!
I tak obaj spędzali sobie sylwestrową noc roku... w zasadzie to dokładnie nie wiadomo którego, bo relacje były sprzeczne. Gdzieś tam w dole Anton Sokołow, wurstlandzki niewolnik, obecnie na etacie sprzątacza - architekta, zamiatał barowy ganek.
- Kurde ale faktycznie masz rację - odezwał się po chwili Porcelana - bez porządnych fajerwerków to świętowanie Nowego Roku nie ma sensu. SOKOŁOW KARWIA MAĆ, TY TAM NIE MASZ PRZERWY NA PAPIEROSA, ZAMIATAJ DALEJ! WSZYSTKO WIDZIMY!
Profesor z Wurstlandii skulił się i zaczął ze zdwojoną siłą wymiatać kurz który nieustannie wdzierał się do knajpy.
- Jeszcze z tydzień i opracuję jak ściągnąć z szyi tą niewolniczą obrożę i zobaczycie! Zwieję łódką do La Palmy i do końca życia będę popijał drinki z palemkami a nie te pomyje które nazywacie piwem - złorzeczył na swoich panów Anton, który utrzymywał czasem że kiedyś zdarzyło mu się raz czy dwa nawet być królem gdzieś w zamorskich krainach.
Talerz dopił ostatnim łykiem szampana i dla pewności sprawdził czy nie została jeszcze jakaś kropelka wewnątrz, wytrząchując zawartość na język ale niestety musiał obejść się smakiem. Cisnął więc szklaną butelkę w dal a ta uderzyła w głowicę starej rakiety, która stanowiła obecnie element muru otaczającego Wolne Miasto Winktown.
- Ty... Tocza... W schronie dalej przechowujemy przedwojenne papiery? - oczy mu się zaświeciły dziwnym blaskiem.
- No raczej... Kazałeś niczego nie wyrzucać i nawet postawiłeś muta-transgena na straży archiwum.
- To będziemy mieli w tym roku fajerwerki na Nowy Rok!

***

- Tutaj - Porcelanowy Książę popukał w punkt na przedwojennej, wojskowej mapie Wielkiej Rzeszy Słomagromu. - Silos atomowy "Mieszko 7", z tego co się orientuję to do dzisiaj nie został oszabrowany.
- Jakim cudem bobry go nie odnalazły i nie okradły? - Tocza pochylił się nad mapą. - Przecież zębacze nagminnie plądrują magazyny wojskowe.
- Silos znajduje się na terytorium gdzie swoje legowiska mają dzikie bobole, sam wiesz jaką miłością pałają te do futrzaków.
- To wszystko wyjaśnia ale dalej nie rozumiem jaki masz plan.
- Zobaczysz! Sokołow, szykuj nam powóz!

***

To nie jest tak, że władz Wolnego Miasta Winktown nie było stać na luksus jazdy samochodem. Ba! Urząd burmistrza miał nawet jednego Highwaymana o silniku elektrycznym. Po prostu czasem trzeba było zrobić dobre wrażenie. Dlatego też Talerz i Tocza jechali w pancernej dorożce, ciągniętej przez cztery mutki, których batem poganiał woźnica, Sokołow. Na samym przedzie biegł jeszcze bóbr-zwiadowca, którego wyprawa postanowiła zabrać ze względu na gatunkowy instynkt przetrwania. Do tej pory nie natrafili na żadnego bobola.
- Skąd wiesz że znajdziemy w tym silosie to czego szukasz? - nie dawał za wygraną Toczald i zadawał kolejne pytania.
- W czasie Wojny 7-minutowej nie wystrzelono wszystkich rakiet. Nam jest potrzebna tylko jedna. Jak nie tu, to mam jeszcze prawdopodobnych dwadzieścia osiem lokalizacji, gdzie mogła się jakaś ostać.
- Ale po co nam głowica?
- No bo chciałeś fajerwerki nie? To sobie pieprzniemy atomówką gdzieś i będziesz miał te swoje ognie hyhyhy!
- No ale już grubo po Sylwestrze...
- ZAMILCZ KARWIA MAĆ!

***

- Oto i on! 
Stali przed zrujnowanym wejściem do podziemnego kompleksu. Mutki już zaczęły odgruzowywać przejście a bóbr siedzący na drzewie nasłuchiwiał czy przypadkiem dzikie bobole nie wyczuły zapachu obcych.
Po jakiejś godzinie, podróżnikom udało się w końcu wejść do budowli. Tak jak większość przedwojennych instalacji, ta również była budowana w taki sposób aby przetrwać atomowy holokaust i trzeba przyznać że dawni budowniczowie znali się na swojej robocie. Po tylu latach wciąż nawet działało oświetlenie awaryjne. Anton Sokołow z przyzwyczajenia wyciągnął szmatkę i zaczął czyścić zakurzone powierzchnie.
- Udajmy się do sterówki - powiedział Talerz do Toczy.
Sterówka, czyli pomieszczenie kontrolne było miejscem skąd można było odpalać głowice w dowolne miejsce na świecie.
- A ty masz kody atomowe? - po raz kolejny zadał pytanie Tocza, który prawdopodobnie miał dzień pod znakiem zapytania.
- A po co mi jak mam elektroniczny wytrych?
Po następnych dwudziestu minutach przepełnionych przekleństwami i złorzeczeniem, Porcelanowemu w końcu udało się sforsować zabezpieczenia. Przed nimi na wielkim telebimie włączyła się mapa sytuacyjna Pollinu sprzed kilkudziesięciu lat.
- O bobrze pieczony! - mało rzeczy było w stanie zadziwić marudnego Toczę ale tym razem się udało.
- To co wybieramy? - Talerz zatarł ręce. Mamy jedną rakietkę przygotowaną do wystrzelenia.
- A bo ja wiem... To chyba bez znaczenia gdzie wystrzelimy na pustkowiach, promieniowanie i tak zbytnio nie wzrośnie.
- Głupiś ty! Ja mam pomysł! Zawsze chciałem otrzymać Pokojową Nagrodę Kościńskiego z OPeeMu... - rozmarzył się Talerz.
- A czy ty się zawsze musisz babrać w tej międzynarodowej polityce pimpli? Przecież to szambo większe niż mają w Nuketown.
- Takie hobby nie rozumiesz? Wpadam na salony i wynoszę stamtąd łyżki i widelce.
- No to co proponujesz?
Talerz sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej wielokrotnie łatanej marynarki i wyciągnął pogięty świstek papieru. 
- Z tego co się orientuję to ostatnio wybuchła afera o...

***

Bal sylwestrowy w pałacu Jego Książecej Mości Tomasza Ivo Hugona trwał w najlepsze. Zbliżała się północ w tym rejonie Pollinu więc cała arystokratyczna śmietanka w postaci diuków, hrabiów i baronów Księstwa Sarmacji zebrała się na dziedzińcu aby zacząć odliczać czas do nadejścia Nowego Roku.
- 10... 9... 8... - skandowali. Na dachu oddelegowana do tego służba szykowała się do odpalenia fajerwerków. - 4... 3... 2... 1... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
Niebo rozbłysło tysiącem sztucznych ognii wystrzeliwanych nie tylko z pałacowego dachu ale również i z wielu innych miejsc Grodziska. Ich siła była aż tak potężna że zatrzęsła się podłoga pod nogami balowiczów czym wzbudziła pisk zachwytu zebranych.
- No, no, no... Naprawdę wyśmienita zabawa Wasza Książęca Mość!
Wtem na dziedziniec wparował prawie cały oddział Książęcych Sił Zbrojnych. Dowódca KSZ popędził przez rozstępujący się przed nim na boki tłum (Czyżby przewrót pałacowy? - szeptali) wprost do głowy państwa sarmackiego.
- Wasza Książęca Mość! Ktoś nam zrzucił atomowkę na Awarę!

Komentarze

Landryna

Dnia Landryna napisała:

La Palma is dead.
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Przecież w przedmowie jest wspomniane, że powieść powstała pod koniec '51 roku Po Bombach, a została opublikowana na początku '52. Wtedy to La Palma istniała i nawet Tomasz Ivo Hugo zasiadał na tronie Sarmacji (już tego nie robi).

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 2 nieznanych