Winktown

Kopalnia Uranu 1/3

- prof. Sokolow

GRAFIKA

Anton Sokołow, trzydziestotrzyletni wówczas naukowiec, nie posiadał jeszcze zbyt dużego doświadczenia w naukach technicznych. Coś tam już skonstruował, coś tam już wynalazł i opatentował, ale były to same drobnostki. Dlatego z wielkim zdumieniem czytał oficjalne pismo wystosowane do niego przez władze Pustkowi składające mu propozycję z tych nie do odrzucenia. Dotyczyło ono skonstruowania nowych maszyn i nadzoru ich montażu w jednej z kopalni uranu na terytorium Państwa. Kwota wynagrodzenia była imponująca, a młody samozwańczy doktor (wtedy nie tytułował się jeszcze profesorem) nie śmierdział kapslem. Nie rozumiał dlaczego rząd obdarzył go takim zaufaniem, ale wziął swój szkicownik, narysował projekty urządzeń górniczych i wyruszył do kopalni mieszczącej się w górach.

Doktor wsiadł na swój motocykl, odpalił maszynę i z rykiem silnika wyruszył przez pustynię na północ, gdzie znajdują się złoża uranu. Bulgot widlastego silnika tylko przepłoszył ptaki zasiadające na dachu chatki. Droga prowadząca przez jałowe pustkowia przebiegała bardzo spokojnie. Mijał tylko pojedyncze listki traw i gdzieniegdzie przechadzające się radskorpiony po piasku. Ponieważ było upalnie, Anton postanowił zatrzymać się na stacji benzynowej, która pojawiła się na horyzoncie. Była to jedyna budowla jaką mijał do tej pory i raczej ostatnia którą spotka do momentu dojechania do kompleksu kopalnianego. Zatankował do pełna motocykl i wszedł do budynku w celu uiszczenia zapłaty za benzynę oraz dokonania zakupu czegoś do picia. Pomieszczenie było ciemne, oświetlała je tylko jedna żarówka, która wyglądała jakby miała za chwilę skończyć swój żywot. Nie było tam kąta w którym nie byłoby pajęczyny. Za ladą natomiast stał człowiek, którego po zmierzchu nikt nie chciałby spotkać w ciemnym zaułku. Typ miał poharataną mordę, podarte i brudne ubrania, połamane czarne paznokcie oraz zęby, które można policzyć na jednej dłoni, a fryzura składała się z tłustych kłębów włosów poumieszczanych w losowych miejscach czaszki, która w większości była łysa i pełna strupów.

- Czego?! - zapytał obdartym głosem, który świadczył o nadużywaniu alkoholu i palenia papierosów.

- Chciałem dokonać zapłaty za paliwo oraz prosić o coś do picia – tym razem drżącym i niepewnym głosem odparł Anton.

- Za benzynę należy się 50 kapsli. Natomiast za napój 5, jednak uprzedzam, termin zdatności do picia minął… jakiś czas temu. - rzekł kasjer szczerząc swoje kilka zębów. To chyba był uśmiech.

Anton zapłacił za benzynę, z napoju zrezygnował. Doktor miał już wyjść i odjechać, kiedy to sprzedawca zaczyna ciągnąć za język swojego klienta.

- Powiedz, jak cię zwą koleżko? Pierwszy raz cię widzę w tych stronach.

- Nazywam się Anton Sokołow – zaczynając pewnie, z każdą literą jednak wyciszając swoją odpowiedź, gdyż w trakcie jej udzielania naszła go refleksja czy powinien był tej odpowiedzi udzielać. Jednak słowo się rzekło i nieznajomy poznał imię doktora.

Zapadła chwila ciszy, a na twarzy kasjera zapanowała konsternacja.

- Rozumiem, miło poznać doktorze – odparł kasjer i zaczął czyścić blat szmatą, która była tak brudna, że ten stół bardziej brudziła niż czyściła.

Anton uznał pogawędkę za skończoną i wyruszył w stronę motocykla. Kiedy zamknął drzwi od pomieszczenia za sobą stanął w miejscu jak wryty.

- Doktorze? - zapytał siebie pod nosem – Skąd do diabła wiedział, że się tak tytułuję?!

Sokołowi nie dało to spokoju, więc postanowił wrócić i dopytać sprzedawcę skąd go zna, jednak po sprzedawcy nie było już ani śladu. Anton zmieszany powrócił na motocykl i odjechał w dalszą podróż.

C.D.N.

Komentarze

Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Wniosek? Lunton był kiedyś młody i głupi. A przy okazji, grafika dodana w rotatorku wprowadza czytelnika w błąd!

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 7 nieznanych