Winktown

Wyprawa na wschód Cz.I - Molestadt, dziecko i podróż

- Numer 24

To było gdzieś na początku słynnej wyprawy Inkwizycji na zachód przez Starą Mudę. Wraz z moim plemieniem nomadzkim przebywałem w Molestadt. Ubrany w austracki płaszcz, ze szmatą zakrywającą twarz, nie wyróżniałem się zbytnio na tle innych obecnych. W barze w którym siedziałem było dość spokojnie. Wszyscy zostali zmobilizowani. Chyba pierwszy raz nie było tu bójek o prawo do dziwki. Sącząc austriacki trunek nieznanego pochodzenia całkowicie zamyśliłem się na tylko sobie znane tematy.

Gdy się wybudziłem, zorientowałem się, że jest prawie godzina dziewiętnasta a obok mnie stoi dziecko. Była to dziewczynka na oko 8-letnia. Ubrana w podarte pancho, z czapką pilota nieruchomo stała i  patrzyła prosto w moje oczy.

- Czego?! Zmiataj stąd.

Dzieciak nadal stał i mnie obserwował. W końcu przestałem zwracać na nią uwagę. Podszedłem do barmana i oddałem mu należność. Dziewczynka poszła za mną. Następnie wyszedłem. Nie wiedziałem że ona podąża za mną.

 

Idąc ulicą do miejsca obozu ludzie dziwnie na mnie patrzyli. Ręką trzymałem katanę gdy zaczepił mnie znajomy Inkwizytor.

- Rainer na cholerę ci dzieciak. Na dziwkę cię nie stać? - głośno się śmiejąc zapytał podpity Józef Autow, znany w okolicy mechanik.

- Co? O czym ty pier... - odwróciłem się i zobaczyłem ją.

- Za kogo ty mnie masz?! Ta sierota sama się do mnie przypałętała w barze...

- A ty musiałeś się nią ,,zaopiekować”.

- Ach weź się przymknij i sam się nią zajmij. Jesteś tu tak jakby od pilnowania porządku.

- Niańczenie sierot to nie nasza broszka.

- Pomocy – odezwała się cicho dziewczynka.

Wszyscy zwrócili wzrok ku dziecku.

- W czym ci pomóc? - zapytał Autow.

- On ma mi pomóc – wskazała na mnie. Ja w sumie nie miałem nic do roboty ale na niańkę czy ojca się nie nadawałem. Po chwili milczenia zapytałem.

- Czy jak ci pomogę to się ode mnie odczepisz? - dzieciak kiwnął głową potwierdzając.

- Dobra. W czym ci pomóc?

- Zawieźć do Nerd Lake City.

- Dobra.

Po przybyciu do obozu plemiennego wziąłem motocykl i ruszyłem z dzieckiem nieznanego pochodzenia. Dla świętego spokoju i dla zabicia nudy a naszym celem Fort Abbadon.

C.D.N.

Komentarze

Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Trochę to podejrzane, że Rainer oddalił się z ośmioletnią dziewczynką w sobie tylko znanym kierunku. No ale cóż, takie czasy, że trzeba łapać to co jest. W sensie pracę oczywiście!
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Kiedy będę miał czas zrobię drugą część. Ten tekst jest poniekąd także zachęta dla Profesora Sokołowa aby dokończył swoje historie z Pamiętników Sokołowa.

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 5 nieznanych