Winktown

O tym jak Winkowie trafili do Suderlandu i co wydarzyło się potem

- Pan Talerz

GRAFIKA

- I właśnie dlatego, spożywanie alkoholu sprowadziło zagładę na cały świat! Młody akolita Inkwizytorium nie dawał za wygraną i już trzecią godzinę ewangelizował Talerza w Różowym Kundlu. W normalnych okolicznościach Porcelanowy odstrzeliłby gościa, ale zwyczajnie było mu żal chłopaczka który dał sobie wyprać mózg przez te brednie Maikowskiego. Więc tak sobie Prezydent Pustkowi sączył kufel za kuflem Uranowego, ale myślami był bardzo, bardzo daleko.

    I tylko dzięki temu młody Inkwizytor jeszcze żył.

    W pewnym momencie wahadłowe drzwi baru zaskrzypiały. Oczy stałych bywalców Kundla powędrowały w ich stronę, ale nie zobaczyły nikogo kto by przez nie przeszedł, więc wrócili do przerwanych zajęć. Nie zauważono żadnego potencjalnego zagrożenia, więc również broń wróciła do kabur i za pazuchy kurtek.

    Nic dziwnego, że nikogo nie ujrzeli, bo do lokalu wparował bobrzy kurier Wasteland Expressu mierzący jakieś 60 centymetrów wzrostu. Od razu z tłumu Winków wyłowił on Talerza i potoczył się w jego stronę.

- Sefie, sefie! Hell Lainel przesyła postrofienia z Galapenii oraz infolmacje, ze Suterlant upad! - bóbr aż podskakiwał z ekscytacji.

- Jaki sutek? 

    Bóbr podał Porcelanowemu kartkę z treścią depeszy od Numera której treść brzmiała: “Państwo Suderlandzkie upadło STOP W starych bazach wojskowych mają dużo porzuconej broni STOP I czołgi STOP I samoloty STOP Ja bym ich odwiedził i im pomógł się tego pozbyć STOP

    Talerz poderwał się ze stołka.

- Odpalać moją rakietę transportową! Mamy kraj do splądrowania!

***

Jak to w przypadków Winków bywa, zanim się oni ogarnęli, minęło trochę czasu…

Najpierw cała Wasteland Navy stacjonująca obecnie w Garapenium musiała wytrzeźwieć. Potem należało znaleźć kapitana Admirała Nukersky’ego który zaginął gdzieś z kluczami atomowego okrętu wraz z jedną z tyrenckich ladacznic. Później jeszcze należało stłumić niewielki bunt niewolników w jednej z uranowych kopalni.

Ogólnie rzecz ujmując, Winkowie mieli jak zawsze pełne ręce roboty.

Problemem okazało się dotarcie do samego Państwa Suderlandzkiego. Jak się wkrótce okazało, nie było ono zaznaczone na żadnej z map którą dysponował aktualnie wywiad Pustkowi. 

Podczas narady w której wzięli udział Numer 24, profesor Sokołow i Talerz założono (nie bezpodstawnie), że ten cały Suderland musi leżeć na Nordacie.

 Cała flota marynarki ruszyła więc na północ, po drodze nie odmawiając sobie oczywiście ostrzelania (z odpowiedniej odległości) wybrzeża Królestwa Hasselandu i zatopienia paru razurskich kutrów rybackich.

Po dotarciu na kontynent nordacki i zaciągnięciu informacji w Bialenii, okazało się, że Suderland wcale nie leży na Nordacie. Wnikliwa analiza podań historycznych dokonana przez profesora Sokołowa dała pewne odpowiedzi. Otóż według nich, Suderland znany był kiedyś pod nazwą Południolandia więc musiał leżeć gdzieś na południu znanego nam Pollinu. 

Flota Wasteland Navy ruszyła więc z powrotem…

- Co za idioci! - zirytował się profesor na wieść, że Suderland leży jednak na północnym zachodzie Pollinu - Jak coś nazywa się Południolandią to według wszelkich normalnych zasad logiki, powinno leżeć na południu, a nie na północy!

    Jak można się było domyśleć, ojcowie założyciele dzisiejszego Państwa Suderlandzkiego byli na bakier z kierunkami świata lub w tym kraju po prostu wszystko było na opak. Nie mniej jednak, kiedy w końcu Winkom udało się ustalić gdzie leży ich cel, już nic nie było w stanie ich powstrzymać!

***

    Mgła tego poranka ograniczała widok na całą Zatokę Moradores. Jeden z ostatnich mieszkańców miasta o tej samej nazwie, Joachim Beckenbauer w łódce łowił ryby w przybrzeżnych wodach. Przed upadkiem Suderlandu był on bankierem, a dzisiaj był jednym z wielu głodujących mieszkańców kraju którego władze uciekły do Republiki Bialeńskiej. Szło mu kiepsko, bo nie miał kompletnie doświadczenia. W dawnym życiu jadał ryby i owszem, ale tylko w restauracjach.     

    W chwili kiedy usłyszał bębny, a w oddali na wodzie zobaczył światło, jego serce zabiło mocniej. Czyżby władze Państwa Suderlandzkiego wracała odbudować jego dom? 

    Nie minęło wiele chwil, kiedy z mgły wyłonił się żelazny pysk strasznej bestii której ślepia gorzały zielonym blaskiem. A za nią pojawiły się następne. I ogień.

- Oj, chyba mamy przechlapane… - zdążył tylko powiedzieć Beckenbauer ponieważ chwilę później jego łódź została staranowana przez winkowy okręt wojenny.

***

- HILE MIESZKAŃCY PUSTKOWI SUDERLANDU! WINKOWIE PRZYBYLI ABY WAS WYZWOLIĆ! ZA MOMENT DOSTANIECIE LISTĘ RZECZY, KTÓRE DLA WASZEGO DOBRA ZABIERZEMY ZE SOBĄ! NIE LĘKAJCIE SIĘ, ŹLI LUDZIE WAS PORZUCILI A MY CHCEMY WAM POMÓC! TE RZECZY KTÓRE OD WAS ZABIERZEMY, MOGĄ WAM TYLKO PRZYNIEŚĆ NIESZCZĘŚCIE! - trzeba przyznać, że wrzaskun spisywał  się wyjątkowo dobrze.

W chwili kiedy on przez megafon wygłaszał orędzie napisane przez Prezydenta Pustkowi Otto von Tellera, bobry już płynęły wpław aby dostarczyć ocalałym Suderlanczykom listę rzeczy które Winkowie chcieli zabrać na pokładach swoich statków. Wśród tych rzeczy była broń, medykamenty i ewentualne akty na specjalne życzenie profesora Sokołowa, który lubił takimi obrazami dekorować swoje laboratoria. 

- PAMIĘTAJCIE, JAK ZOBACZYCIE UZBROJONYCH LUDZI NIE BĘDĄCYCH WINKAMI, CHWYTAJCIE ZA WIDŁY I POCHODNIE OD RAZU! TO PRAWDOPODOBNIE ŁUPIEŻCY CHCĄCY POŁOŻYĆ SWOJE BRUDNE ŁAPSKA NA WASZYCH KOBIETACH!

Tłum Suderlandczyków który zebrał się w porcie Moradores zaszemrał. 

Jakiś tubylec wyszedł na przód i zadał pytanie:

- To czym oni się od Winków niby różnią co, huh?

Niestety, przez własną nieuwagę, potknął się i wpadł do wody, gdzie w przeciągu kilku chwil został rozerwany na strzępy przez mutopirannie występujące w przybrzeżnych wodach dawnego Państwa Suderlandzkiego.

Niewysoka, zakapturzona postać, wycofała się w głąb tłumu gapiów.

    Wielu mieszkańców Moradores poprawnie zinterpretowało ten “znak od niebios” i jak najszybciej ruszyło w stronę wojskowego garnizonu, posterunków milicji oraz szpitali, aby znosić rzeczy z list które otrzymały od winkowych bobrów. Paru nadgorliwych ex-żołnierzy lokalnych sił zbrojnych postanowiło nawet podstawić czołgi na przyportowy parking. 

    Jak na razie wszystko przebiegało gładko, więc istniały spore szanse, że Winkowie nie będą musieli schodzić w głąb suderlandzkiego lądu osobiście...

 

Komentarze

Borys

Dnia Borys napisał:

Piękna i heroiczna odyseja z południa na północ, z północy na południe, i z powrotem na północ. Jestem zachwycony, i jednocześnie przerażony, mobilnością Wasteland Navy. Dobrze,ze mamy pakta zawarte.
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Też chciałbym się cieszyć Ale wiem że raportu o zużyciu paliwa nie poznam na trzeźwo. Oby Talerz przywiózł coś ciekawego. Właśnie, Talerz zapomniał napisać że to on dowodzi tą misją podczas gdy ja kolonizuję Garapenie.
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Chcesz mi powiedzieć, że tylko "Admirał Nukersky" jest statkiem o napędzie atomowym? *GULP!*
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Wyobraź sobie że jeden reaktor ma awarię. Okręt stoi w porcie gdzie każdy okręt ma reaktor. Co by się działo dalej sam sobie dopisz.

Komentuj

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 3 nieznanych