Winktown

Polowanie w San Romero

Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

I tak powoli z maczetą szykuję się na polowanie na zombie w San Romero. Szykuję kiełbasę i puste butelki, które przydadzą się do walki z tymi jakże dla zwykłych ludzi strasznymi stworami. Jednak ja się takich ledwo-chodzących robaczków nie boję.
Mało tego, wręcz moją pasją jest polowanie na nich. W dodatku mam ułatwione zadanie bo nie musze do nich biegać, bo jak wiemy zombie w poszukiwaniu jedzenia sami atakują
ludzi. Także szybciej takich bezmózgowców pokonam. Na razie jednak trwają póki co przygotowania, ale nie długo już ruszę!
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

I nadszedł czas. Ostatecznie po przygotowaniach wziąłem na pierwsze polowanie to:
-Cukierek(jakbym zgłodniał, bo polowania bywają wyczerpujące)
-Maczeta(na początek starczy na zwykłych zombiaszków)
-Szwedzlandzki hełm(Coś czuję że zombiakom wypadną mleczaki podczas pomylenia mojej
głowy z hełmem)
-Kiełbasa(Jako przynęta)
-2 puste butelki(wprawdzie to nie koktajle mołotova, ale też coś podziałają)
-i 20 kości(wiecie granatów odłamkowych nie mam, ale myślę że kości też zaczną
jakoś działać przeciw zombiakom)

No i tak wyruszyłem na San Romero. Niestety miałem tylko rower, to musiałem nim przez długi kawał pustynii z Winktown do San Romero jechać. Po drodze spotkałem niedaleko Motown, pewnego starego zrzęde. On wtedy mi powiedział ,,Synu ty tam na San Romero uważaj, tam są pełne hordy tych zombiaków", wtedy odparłem ,,Czyli
widzę że przynajmniej się nudzić nie będę". W ramach obrony podarował mi stary pistolet kołowy. Jednak był on bez amunicji, także no zamiast czarnego prochu
postanowiłem po drodze pozbierać kamyki i następnie nimi bym wystrzeliwał w stronę tych brzydali. Jak się potoczą losy zakapturzonego szalonego łowcy zombie? To się wkrótce okaże, buhahahaha!
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

I tak znalazłem się na pierwszym polowaniu niedaleko San Romero(z 10-20 km z stąd).
I już było widać pierwsze zombie(wprawdzie małe grupy, ale jednak). Tym samym będąc radosny postanowiłem działać i się schować za opuszczonym zepsutym autobusem
szkolnym. Zombiaków było z 10-12, no i oczywiście rzuciłem niedaleko ich kiełbasę,
jako przynętę. Szli do niej tylko 2 moje zwierzyny, reszta chodziła bez sensu w kółko. Postanowiłem zaatakować wydając okrzyk bojowy ,,Niespodzianka! Czas wypatroszyć wasze głowy". Oczywiście zombiaki odpowiedziały swoim okrzykiem ,,młeee.." czy jakoś tak. I tak ruszyliśmy się na siebie. Jednemu uciachałem głowę,
drugi gdy mnie próbował ugryść, to w ostatniej chwili wybiłem maczetą jego zęby.
Potem oddaliłem się na dach autobusu. Oczywiście czy idioci poszli za mną.
No i wyjąłem pistolet kołowy i zacząłem ich strzelać kamykami. Jednak one zbytnio
nie dawały efektów, no może z wyjątkiem tego, że jeden trupiosz dostał w oczy i
oślepł. nagle zauwarzyłem drugą grupę zombie, ale wśród tych cuchnących zielonych brzydali pokrwawionych, zauważyłem też zombiaka w białej koszuli i jeansach z siekierą. Był to nietypowy zombie i zaczął podążać szybko w moim kierunku.
Jako że wiedziałem iż pistolet kołowy z kamyczkami zbytnio nie podziała, to postanowiłem szybko zeskoczyć, wziąść rower i uciekać najdalej jak się da. Pierwsze
polowanie było praktycznie nieudane, ponieważ nawet do obrzeża San Romero nie
dotarłem. Jednak są bardzo małe plusy:
1.Zlikfidowałem 3 zombie i 1 zombie jest teraz ślepy
2.Odkryłem nowy gatunek zombie: zombizowany siekiernik/agresywny zombie

Tym samym będę badał te tereny co jakiś czas. Bo jak się okazuje owszem są zwykłe
zombiaki co chodzą jak jakiś kaleka z linii frontu. Ale są też trudniejsze do
pokonania zombiaki. Tym samym postanowiłem się zająć nową dziedziną, która przy
okazji ułatwi mi walkę z wszystkimi rodzajami zombie-Zombopedia. Dzięki niej będę znał słabe i mocne strony danego gatunku. Oczywiście też jara mnie że będe miał ciekawszą rozgrywkę i nie będę musiał walczyć tylko z pustynnymi kalekimi ochłapami. Tymczasem póki co wracam do Winktown w celach ulepszenia mojego wyposażenia.
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

I tym razem byłem znacznie lepiej uzbrojony, bo posiadałem:
-Maczetę
-Pistolet Kołowy(tym razem kupiłem czarny proch potrzebny do tej broni)
-Miotacz Ognia
-Ponadto odkryłem z powrotu z polowania sklep ,,U Barego", gdzie sprzedaje głównie
bronie, narzędzia, żywność,alkohol, lekarstwa i badziewia.

Jednak odnośnie pojazdu, niestety dalej posiadam rower, jednak tym razem nieco go ulepszyłem za pomocną niektórych narzędzi, dodając 1 koło z tyłu i mały silniczek
elektryczny(na baterie) z 3 KW. Ponadto w Zombopedii już umieściłem 2 gatunki:
-Zwykły Żywy Trup/Zombie
-Agresywny Zombie/Zombizowany Siekiernik

Natomiast w sklepie ,,U Barego" kupiłem narzędzia,żywność,1 piwo ,,Nie ma że boli", amunicję do pistoletu kołowego,koło rowerowe, silniczek elektryczny o
mocy 3 KW i latarkę.
Tym samym będąc tak dobrze przygotowanym już niedługo ruszam na polowanie nr.2 do
San Romero. A co do sklepu, to jest on niedaleko Winktown(oddalony o 5 kilometrów).
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

Bo zebraniu jakże cennych materiałów, ruszyłem na polowanie nr.2. Tym razem natknąłem się na pewien klan od War Boyzów, zwani ,,Piętaszkami". Nie byli zachwyceni
moim widokiem i początkowa nawet doszło do strzelaliny. Jednak gdy się zapytali co
ja tu obcy robię, to odpowiedziałem że poluję na zombie. To i nagle dziwnie zmienili
do mnie podejście. Mieli w tym interes? Nie wiadomo. Natomiast wiadomo że również
nie przepadali za żywymi trupami, ale nikt jak dotąd nie odważył się z nich
odwiedzić San Romero. Dlatego spytali czy czegoś potrzebuję, ja im odparłem że tylko
2 rzeczy-spokoju podczas polowań i strzelby jak takową posiadają. O dziwo posiadali
1 sztukę przy sobie i mi ją dali, ale w zamian miałem eksterminować liczną populację
zombie. Także z swoim rowerem na 3 kołach z małym silniczkiem elektrycznym, ruszyłem
dalej. I tak znowu napotkałem staruszka, jednak tym razem tylko go mijałem.
I w końcu dotarłem niedaleko San Romero i oczywiście uwidziałem zombie. Jednak tym
razem będąc lepiej uzbrojony, bo mając miotacz ognia i strzelbę z czasów przed
wybuchu bomby atomowej, to podjechałem bliżej. Tym razem wpadłem w furię 1 stopnia!
Kilku zombie było podpalonych, jednak znacznie więcej szkód zrobiłem strzelbą.
A dlaczego więcej strzelbą, niż miotaczem ognia? Ponieważ strzelba, zaraz po
granatnikach, jest najlepszą bronią na polowania na zombie! Ponadto można ją na różne sposoby ulepszać! Ale wracając do akcji, to już z 3 grupy zombie były pokonane. Jednakże natrafiając na 4 grupę, w niej zobaczyłem tych 2 agresywnych
zombie. Jednak tym razem się nie bałem, że nie miałbym szans i podjąłem się jakże
wyrównanej walki! I nawet udało się ich pokonać! Tym razem już widziałem San
Romero, ale jeszcze w nim nie byłem(miałem do niej z około 2 km odległości). No
i tu nawet furia nie pomaga bo zaczynają się problemy. Napotkałem nowy rodzaj
zombie, nazwałem ten rodzaj-Rzeźnik Grubasek. Oczywiście dawałem sobie sprawę że
jak nie polepszę strzelby, to jedyne co mogę zrobić, to dziury w brzuchu, a grubaski i tak z tymi piłami mechanicznymi będą nie zatrzymani, leciec w moim kierunku. To też postanowiłem zrezygnować z dalszego polowania, jednak z zamiarem
na przygotowanie na polowanie nr.3! W tej wyprawie odniosłem sukces! Oto co mi się udało w tym polowaniu:
-zabiłem z około 70 zombie, choć to nadal bardzo mało.
-od San Romero przybliżyłem się aż do 2 km od obrzeży tego miasta!
-Odkryłem nowy gatunek zombie-Rzeźnik Grubasek.
-No i mam tymczasowy sojusz z klanem ,,Piętaszków" pochodzących od War Boyzów.

I tak wracam z polowania nr.2 do domu, w celach przygotowawczych do polowania nr.3.
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

W końcu po bardzo długich przygotowaniach, czas na polowanie nr.3 w San Romero!
Tym razem było bardzo dobrze zaopatrzony i w dodatku dołączy do polowania majster Czuchra,
który od teraz będzie moim pomocnikiem. Ponadto mieliśmy tym razem znacznie lepszy pojazd,
bo opancerzonego Jeepa! W dodatku bywałem w sklepie ,,U Barego", w którym kupiłem granatnik,
karabin szturmowy, bardzo dziwną broń zwaną miotaczem siekier, oczywiście 8-pak piwa
,,Nie ma że boli", żarcie, granaty odłamkowe, śmigliki i amunicję zarówno do granatnika, jak
i karabina szturmowego, no i niezbędne do wyprawy paliwo i wodę. Ten dziwny miotacz siekier
dałem swojemu kompanowi majstrowi Czuchry. Dodatkowo zaopatrzyłem go w kilka śmiglików i
1 granat odłamkowy. Resztę broni to ja wziąłem. I tak ruszyliśmy na San Romero, która była moją 3 wyprawą i pierwszą wyprawą z pomocnikiem. Oczywiście zabawa już się zaczęła 10 km
od San Romero. Jednak teraz nie było tak wielkiej satysfakcji z polowania na tym terenie,
jak podczas pierwszego mojego polowania. Kiedyś niegdyś przerażające zombizowane siekierniki, były po prostu lamusami dla nas. No i będąc 3 km od San Romero, trafiliśmy w
końcu na Rzeźnika Grubaska, z którym miałem problem w poprzednim polowaniu. Ale granatnik
i miotacz siekier wykonały swoją robotę. Ogółem padło z 300 zombiaków przed samym San Romero. Jednak w końcu moje marzenie się spełniło i w samym San Romero, a nie jak to było dotychczas, na uboczach niedaleko niego, zaczniemy w końcu polować. Czekałem na sensację!
Początkowo jak wjechaliśmy, była cisza, zupełna cisza. Ale zdawałem sobie sprawę że było za cicho! I gdy zza rogu restauracji wyszliśmy, zobaczyliśmy wręcz prawdziwe hordy zombiaków! Mało tego prócz znanych nam tych rodzaji, spotkaliśmy jeszcze 2 nowe rodzaje
zombiaków-czerwony zombie, który z porównaniem z poprzednikami, potrafił rzucać w
nas ogniem! Natomiast drugim nowym gatunkiem był dwugłowy wielki zombiak, który miał
co najmniej 4 metry wzrostu i dzierżył jakimś łańcuchem, który był dla niego jak bicz dla
człowieka! Ponadto te czerwone zombiaki prócz rzucania ogniem, to potrafili też robić
uniki! Natomiast cała horda wynosiła z dobre 10 tysięcy zombiaków wielorakich gatunków!
Wiedziałem że w końcu nie będę się nudzić i dojdzie do prawdziwej masakry tych żywych trupów! W końcu majster Czuchra był przerażony ilością i nawet proponował mi rezygnację z
dalszego polowania, ale oczywiście odmówiłem, bo mu wkuwałem że jesteśmy bardzo dobrze
przygotowani i możemy się stać nawet bohaterami! Jednak gdy trochę przesądziliśmy o
tym by żywe trupy zmieniły zawód na martwe trupy, nagle z północy pojawiła się kolejna horda i dla smaczku z południa też był horda zombie. Ja byłem wręcz wtedy jak jakiś
opętany szaleniec radosny i pełen satysfakcji, jednak ostatecznie posłuchałem logicznie
myślącego majstra Czuchry, postanawiając że powoli będziemy się wycofywać! Jednak co ciekawe w oddali zna przodzie południowej strony hordy zauważyłem bardzo nietypowego
zombiaka. Całkowicie się różnił od reszty, bo miał tarczę i broń, oraz dziwne oczy które
świeciły na niebiesko. Ponadto wydał okrzyk ,,zabić frajerów co chcą tu urządzić grozę!".
Po tym okrzyku bojowym i dodatkowo gdy zobaczyłem że ma jakąś wojskową czapkę, uznałem
że to musi być jakiś przywódca tej hordy! Jednak się ostatecznie tak bardzo nie skupiłem i
w końcu uciekliśmy z San Romero(mimo że ja nawet obmyślałem by dalej tam walczyć!).
Następnie spotkaliśmy znajomy mi klan Piętaszków z Warboysów i zapytali mnie jak mi idzie,
to odparłem że całkiem nieźle i znalazłem nawet dziwnego zombiaka co miał tarczę, zrobił okrzyk bojowy i wyglądał na bardzo rozumnego jak na zombiaka. Powiedziałem że według mnie
to był jakiś przywódca hordy. Jednak zastępca szefa klanu Piętaszku był bardzo zaskoczony i miał lekko przerażoną minę i powiedział ,,Przecież to był wódz tych wszystkich zombie!".
No tym samym uświadomił mnie i majstra Czuchrę że to jest cały ich władca, no i władca
tym samym San Romero! Dlatego zaproponowałem im układ. Oni zwoŁają wszystkich warboysów i
dołączą do wyprawy, która nie będzie już polowaniem, a nawet wręcz rzekłbym bitwą o San Romero! W zamian ja bym usunął tego całego groźnego przywódcę, czyli ich najgroźniejszego i najniebezpieczniejszego zombiaka w tamtych okolicach. Zastępca klanu Piętaszków zadzwonił do swojego szefa, by powiedział mu co o tym sądzi. Ten się zgodził, jednak ma
powiadomić że jak ja nie wywiąże się z umowy, to zapewnia że wszystkie klany warboysów
będą mnie ścigać. Tym samym zaczniemy się przygotować do ostatecznej bitwy o San Romero!
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

Czas na przygotowania do wielkiej bitwy o San Romero! Znamy już wszystkie rodzaje zombie i

przedstawiam aktualną Zombipedię:
-Zombie: zwykły trupiosz nie dający żadnej satysfakcji z polowania, polecany dla amatorów
polowań na zombie.
-Agresywny Zombie/Zombizowany Siekiernik: Zombiak który lubi biegać z siekierą w twoją
stronę. Bez żadnej broni, nie masz z nim żadnych szans. Polecany dla uzbrojonych
amatorów polowań na zombie.
-Rzeźnik Grubasek: Bardzo gruby i zwykłą bronią zrobisz co najwyżej mu dziurę w brzuchu.
Jednak ma też wadę, bo jest powolny. Polecany dla obeznanych w polowaniach na zombie.
-Czerwony Zombie: Niski i chudy, szybki, wprawdzie bez broni, jednak potrafi z dupy
wyczarować ogień i nim w nas rzucić. Ponadto skubaniec robił uniki. Jednak na
unikach jego myślenie się kończyło. Polecany dla doświadczonych łowców zombie.
-Dwugłowy Wielki Zombiak: 4-metrowy gigant, który posiada ze sobą długi łańcuch służący
jako broń. Dość szybki jak na giganta. Jednak z inteligencją ma podobnie jak Rzeźnik
Grubasek. Jednak ze względu na jego wielkość, granatnik na niego mile widziany.
Polecany dla bezlitosnych łowców zombie.
-Wódz Zombie: Przywódca wszystkich żywych trupów. Jako jedyny ma dość dobrze rozwinięty
umysł. Potrafi mówić. Posiada karabin szturmowy i do obrony tarczę. Jego oczy świecą na
niebiesko, co powoduje że jak jest w miarę blisko, to jest duża szansa na stracenie wzroku. Jednak jeszcze z nim nie walczyłem i pierwszy raz w swojej karierze spotykam
taki typ zombiaka. Polecany tylko dla naprawdę psychopatycznych łowców zombie, takich
jak ja.

Ponadto teraz powiem co udało mi się osiągnąć w polowaniu nr.3:
-Zabiliśy 900 zombie różnych rodzaji, co jest już dość pokaźną liczbą.
-Poznaliśmy wszystkie gatunki zombie.
-Pierwszy raz w tym polowaniu, nie brałem udział samemu, a pomógł mi w nim majster Czuchra.
-W końcu dotarliśmy do samego miasta San Romero, a nie tylko pobliskich terenów!
-Poznaliśmy przywódcę wszystkich zombie!
-Wszystkie klany WarBoyzów pomogą nam w bitwie o San Romero!!

Ponadto wchodzimy do restauracji ,,Parasol", w której z majstrem Czuchrą pijemy whisky!
Następnie zaczepia nas jakiś amator polowań na zombie. Nazywa się Pierdzibąk. Mimo
moich wątpliwości, ostatecznie przyjęliśmy go do naszej paczki. Następnie gadamy o
kobietach, broniach, kobietach, broniach, kobietach i o San Romero. Ponadto Pierdzibąk
mówił nam, że został łowcą tylko dlatego, bo jakiś czerwony zombiak zabił jego rodziców.
Gdy skończyliśmy pogawędke, to przed wyjściem z restauracji, Pierdzibąk pokazał swoje
umiejętności pianistyczne. Z porównaniu z polowaniami, to w tym bardzo dobrze mu szło
granie na pianinie. Następnie wyszliśmy, by szybko podszkolić Pierdzibąka, a następnie
przygotować się pod względem wyposażenia na decydującą bitwę o San Romero!
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

Więc tym razem zaczęliśmy od szkolenia Pierdzibąka. Oczywiście początki były bardzo trudne,
jednak udało mu się jakoś z amatorskiego łowcy, awansować na chociaż obeznanego łowcę.
Oczywiście nasza paczka odwiedziła sklep ,,U Barego". Pokupywaliśmy trochę sprzętów, takich
jak:
-Benzyna
-Amunicja do tych wszystkich broni, jakich posiadaliśmy
-Uproszczoną broń laserową(Bardzo silna broń, jednak do następnego strzału trzeba było czekać aż 2 godziny!)
-Żarcie i wodę
-Śmigliki
-Granaty odłamkowe
-Apteczkę
-Oraz kartę stałego klienta

Potem, Majster Czuchra powrócił do naprawiania swojego radia(w końcu był elektrykiem),
młody Pierdzibąk poszedł tym razem, sam do baru ,,Parasol". A ja porzuciłem zawód
mechanika i postanowiłem iść do El John Paca, bo u niego mogło się zrobić licencję na
jazdę cysterną(tak po minięciu długiego czasu od zrzuczenia bomb, to powstały 3 licencje,
a jedyną osobą co może nasz szkolić, a następnie zadecydować czy dostaniemy taką
licencję, decyduję El John Paco). Oczywiście się szkoliłem, by dojść do ostatecznego
egzaminu na licencję kierowcy cysterny. Na szczęście zdałem i tym samym mogłem prowadzić
cysterny.

Ponadto prócz zapisania się na licencję cysterny, to do El John Paca można było się
zapisać na:
-Licencję Podziemną(czyli możliwość jazdy pod ziemią)
-Licencję Pilota(czyli możliwość latania sterowcem)

Następnie razem się spotkaliśmy, zjedliśmy mięso w puszcze i po długich przygotowaniach,
ruszyliśmy dołączyć do warboyzów, którzy czekali na nas niedaleko San Romero...
Zakapturzony Szalony Łowca Zombie

Dnia Zakapturzony Szalony Łowca Zombie napisał:

I tak ostatecznie w końcu spotkaliśmy się z wszystkimi klanami War Boyzów(w tym również z klanem piętaszków)!

No i po rozmowach i ustalaniu ,,taktyki", postanowiliśmy wjechać z buta do San Romero.
I oczywiście hordy zombie ze 3 stron się na nas rzuciły. Dla mnie to nie było specjalne przerażające, a normalnym widokiem, jednak niektóre klany stchórzyły i na dzień dobry
uciekły z San Romero w trybie natychmiastowym. Po długich walkach, w końcu dostrzegłem
tego przywódcę wszystkich zombie! Ostatecznie pobiegłem za nim, przy okazji bezlitośnie zabijając kilkaset zombiaków. Czerwone zombie aż chyba nawet jednak miały trochę mózgu i
postanowili mnie nie atakować, a co najwyżej omijać szerokim łukiem i atakować tylko całą resztę ludzi, co ze mną przybyli. I tak gdy dotarłem w końcu na jakąś arenę, to ten
zatrzymał się na jej brzegu. Powiedział że ,,i ty zdechlaku chcesz ze mną walczyć?", co mu odpowiedziałem ,,nie udawaj cwaniaka, lamusie. Tym karabinem to sobie jeszcze krzywdę zrobisz", po czym on odpowiedział ,,Ty zapomniałeś do kogo mówisz", a ja na to ,,do lamusa co wybiłem mu 1/4 wszystkich zombie na terenie San Romero". I rozpoczęła się walka.
Ten karabinem chciał mnie szybko zabić, ale nie docenił mojej szybkości i sprytności.
Jednak nie stojąc jak inne zombiaki, chciał mnie oflankować. Oczywiście mu przeszkodziłem,
bo wcześniej zostawiłem tam z kilka min na linkę. Przywódca zombiew San Romero rzekł-,,jednak coś potrafisz smrodzie, ale to ci nie pomoże", a ja na to ,,No przyznam ty też jesteś ciekawym lamusem, w końcu będę miał frajdę z zabicia kogoś, kto nie myśli jak typowy zombie". Ostatecznie po strzelalinie między nami, ja byłem lekko ranny, a on
również ucierpiał w starciu. Postanowiliśmy walczyć wręcz. On miał jakiś zardzewiały miecz, a ja siekierę. Obaj byliśmy tak wkurzeni, że nikt nam praktycznie w walce nie przeszkadzał. To był bój o bycie najlepszym wojownikiem w San Romero!! Oczywiście jak wściekły skakałem i z powietrza próbowałem zaatakować, on kontratakował, ale niezbyt celnie. Ostatecznie oszukał i strzelił mi w twarz, a konkretnie pod uchem. Padłem, i on uznał że nie żyje, jednak potem wyciągłem miotacz siekier i szybko strzeliłem w jego głowę. On stracił głowę i tak już stał się faktycznym trupem. Ostatecznie wszystkie zombie uciekły, część chowając się w niektórych budynkach południowego San Romero, ale
zdecydowana większość rozproszyła się gdzieś po całej Hegemonii, a nawet trochę poza nią!

Co w czasie bitwy robili Majster Czuchra i Pierdzibąk? Pierdzibąk pomagał klanowi ,,Piętaszków" w walce z zombie, a Majster Czuchra rozdawał amunicje wszystkim klanom.

Z San Romero uciekły 5 klanów, natomiast w 2 klanach zostali zabici wszyscy ich członkowie. W klanie ,,piętaszków" też nie było za wesoło bo z około 200 członków,
liczba się pomniejszyła do 45 członków.

Ostatecznie szef klanu ,,Piętaszków" po walce powiedział mi ,,wywiązałeś się z umowy. W
zamian San Romero będzie należeć do ciebie. Nie będziemy do ciebie strzelać, ale nie będziemy ci też pomagać w utrzymaniu miasta pod twoją kontrolą. Jesteś zdany tylko na swoją ekipe". Oczywiście inne klany War Boysów też się zgodziły z tą przemową szefa klanu ,,Piętaszków". Dlatego wszystkie klany War Boysów, wrócili do swoich terenów motocyklami. Natomiast w mieście San Romero zostaliśmy my i w południowej części pokaźne niedobitki zombiaków, co po ogarnięciu się, z powrotem stały się bezmózgimi zombiakami.

Ostatecznie po zwycięstwie w San Romero, przekształcam z zwykłej ekipy, na frakcję
Psychopatycznych Łowców Zombie, co będą rozwijali się w San Romero.

Ponadto do ekipy dołączył Kamiljan de Harlin von Wespucci, który jeszcze przed bitwą był w naszej ekipie, a jego pierwszym zadaniem było pilnowanie narzędzi. A teraz dołączył do nas w San Romero. Oczywiście Pierdzibąk po niego przyjechał i go tu przywiózł, po drodze mu tłumacząc, dlaczego nie będąc psychopatą, łatwo można zginąć na terenach Hegemonii.


Po tej bitwie też oczywiście dałem awans Pierdzibąkowi z obeznanego łowcę zombie na
doświadczonego łowcę zombie! A takie były funkcje w naszej frakcji:
-Przywódca i Groza dla zombiaków: Zakapturzony Szalony Łowca Zombie(Ja)
-Inżynier Elektryk i zastępca przywódcy: Majster Czuchra
-Strażnik Południowego San Romero i doświadczony łowca zombie: Pierdzibąk
-Podawacz narzędzi dla Majstra Czuchry i świeżak: Kamiljan de Harlin von Wespucci

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani