Winktown

Witajcie Towarzysze!

Kamiljan de Harlin von Wespucci

Dnia Kamiljan de Harlin von Wespucci napisał:

Przybywam do Was z Garapenii, aby szukać lepszego życia. Wywodzę się z rodu Wespucci - panującego rodu Ludu Pracującego Miast i Wsi Volkianu oraz Garapenii. Sytuacja w Garapenii ma się fatalnie, więc postanowiłem przybyć do Winków, zanim Winkowie albo zombie przyjdą do mnie.
Aktualnie podziwiam ten piękny krajobraz i mam nadzieję, że żaden mutant mnie nie zje podczas gdy tutaj sobie siedzę. Już kilka razy natknąłem się na takowych, ale uciekłem od nich. Przydałby mi się jakiś trener, mentor, który nauczy mnie przetrwania w tych warunkach.
Zakapturzony Garapeńczyk

Dnia Zakapturzony Garapeńczyk napisał:

Garapeńczyk?! To tacy ludzie jeszcze żyją?? Co do podziwiania krajobrazu, owszem jest ładny, jak się nie skupia na radioaktywnych-odchodach, mutakach, zombich i jezior z kwasu, jednak zbyt długie gapienie się może spowodować że jakiś bandzior zaatakuje od tyłu. Co do mutantów, to oni raczej wolą zabijać, niż bawić się w zombie. Ja mam pytanie do ciebie uciekinierze od zaraz.

Czy byłeś niedaleko okolic San Romero? Bo albo za długo wpatrywałeś się w pociągi i uznałeś ich za zombie, albo to były po prostu bobry przebrane za kostium zombie.

Co do mentora, to nie znam mentorów. Jedynie Opętanych uwielbieniem eksterminowaniem zombie, takich jak ja to znam. Oczywiście może pomyśle czy do czegokolwiek w sprawie zombie się nadasz, ale pierw udowodnij że jesteś godzien moich lekcji.
prof. Sokolow

Dnia prof. Sokolow napisał:

Zasada numer 1: Im więcej alkoholu, tym większa szansa na przetrwanie.
Zasada numer 2: Czy wspominałem już o alkoholu?
Zakapturzony Garapeńczyk

Dnia Zakapturzony Garapeńczyk napisał:

Tak wspomniałeś o alkoholu. W końcu dzięki temu że się upiłeś, miałeś szczęście, bo cie jakimś cudem, bezpiecznie do domu odprowadziłem i to również po wielu piwach.
prof. Sokolow

Dnia prof. Sokolow napisał:

Ja dopiero po alkoholu staję się sobą.

No i bym zapomniał o zasadzie najważniejszej - numer 3: Trzymaj się z dala od Talerza. To rada, której nikt mi nie udzielił, kiedy nie było jeszcze za późno. Teraz już po ptokach.
Kamiljan de Harlin von Wespucci

Dnia Kamiljan de Harlin von Wespucci napisał:

Podzielę się z Wami historią o mojej podróży.
Płynąłem sobie statkiem z Gerandum, a moim celem miało być zachodnie wybrzeże Pustkowi. Sam musiałem sterować, bo byłem jedyną osobą na tym skradzionym obiekcie. Żeby podróż minęła trochę szybciej, wypiłem trochę wódki. Jakoś tak w ogóle nie zauważyłem kiedy mój statek wbił się w garapeńskie wyspy. Jakimś cudem znalazłem na nich innych garapeńczyków, którzy również uciekali z upadającej Garapenii. Wyznawali jakiś kult Sewybrała i czcili pustą butelkę denaturatu. Chciałem uciekać stamtąd jak najszybciej, ale jakiś zdesperowany tubylec uciekał właśnie moim statkiem z wyspy. Postanowiłem więc przepłynąć samodzielnie wodę, która oddziela mnie od Pustkowi. I oto jestem. Nie liczcie, że zobaczycie na Pustkowiach innych moich rodaków, bo chyba wszyscy giną w Gerandum albo uprawiają kult na wyspach.

Mam ze sobą amunicje i karabiny skradzione Siłom Zbrojnych Unii Trzech Narodów. Zakapturzony Łowco, przyjmij mnie, to pokażę swoje zdolności. Jakbym nie potrafił walczyć (i nie miał alkocholu na statku), to przecież bym tu nawet nie dopłynął.
Zakapturzony Garapeńczyk

Dnia Zakapturzony Garapeńczyk napisał:

Jest gorzej niż myślałem...

Nie mam pojęcia czy profesorek to kupi, ale jako że jestem szalony, to wręcz mimo że to jest absurdalny pomysł, weznę cie pod swoje skrzydła. Oczywiście będzie duuużo pracy.

Więc na dzień dobry, to będziesz miał posadę sprzątającego puszki po piwach moich ekipy, tak na początek, byś się mógł rozwinąć.

No i polecam słuchać się zasad profesorka. Gdyby nie on, to bym jeszcze dołączył do tych strażników pustkowi i nie wiadomo jak bardzo żmudno-słabo płatną fuche bym miał.

Co do tych kasztanów i plastkowych karabinów wyglądających jak prawdziwe, to schowamy je w odpowiednim miejscu.

I ponawiam pytanie-Czy byłeś niedaleko okolic San Romero?
Kamiljan de Harlin von Wespucci

Dnia Kamiljan de Harlin von Wespucci napisał:

San Romero? Gdzie to jest? Jedyna aglomeracja jaką pamiętam to była taka kolorowa wiocha z latającymi pociągami. Uciekłem kiedy jacyś ludzie z sierpami i młotami zaczęli rzucać pustymi butelkami po piwie w moim kierunku. Kilka butelek ukazało się nie być puste, lecz wypełnione żółtą cieczą. Zabrałem je i wypiłem zawartość.
Zakapturzony Garapeńczyk

Dnia Zakapturzony Garapeńczyk napisał:

Skoro wiocha komunistyczna która ma niedaleko tory kolejowe, to obstawiam okolice pancerny jar. Choć co do tych pociągów widocznie miałem rację.

Spokojnie, Wandusi nie są najważniejszą frakcją, co by miała nam zawrócić głowę.
Jako że polujemy na zombie, a ty się w miarę ogarnołeś, to będziesz ostatecznie pomagał
jako podawacz narzędzi dla Majstra Czuchry. Jak się spiszesz to będziesz w miarę czasu awansował.

Tymczasem póki co, jako że mamy bardzo ważną misję w San Romero, to będziesz ochroniarzem narzędzi, które na tą bitwę Majstrowi Czuchrowi nie były potrzebne.
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

Hile Kamiljanie!

A więc twierdzisz, że przybywasz z Garapenii? Słyszałem, że sytuacja tam wygląda tragicznie. Jak sądzisz, kiedy będzie można wybrać się aby bezkarnie rozkraść wszystko co zostało z Najświętszej Republiki?

Łowca zaproponował Ci dołączenie do swoich Eksterminatorów Żywych Trupów. Powiem szczerze, kapsle z tego małe, a ryzyko nabawienia się jakichś dziwnych chorób całkiem spore. Ze swojej strony polecam fuchę w Strażnikach Pustkowi. Stabilna praca i można okradać przyjezdnych w majestacie prawa.

A jak jesteś jakimś fanatykiem, to zawsze możesz wybrać Inkwizycję lub Ludowców. Jedni są nałogowymi podpalaczami, drudzy twierdzą, że tylko socjalizm jest w stanie odbudować Pustkowia.

O Techrzeszy lub mutakach nie będę wspominał, bo przynależność do tych frakcji wiąże się z przykrymi konsekwencjami (albo Ci coś utną, albo coś Ci wyrośnie).
Zakapturzony Garapeńczyk

Dnia Zakapturzony Garapeńczyk napisał:

Hahahahaha

Ty z tą Inkwizycją i Komunistami na poważnie? Jedynie co szalonego zrobili to pozabijali siebie nawzajem i teraz zostało ich niewiele. W dodatku przywódcy tych frakcji już dawno zgineli w boju lub pouciekali gdzieś indziej. A ci strażnicy pustkowi co niby takiego oferują prócz darmowych kufli piwa? I za przeproszeniem, ale gówno prawda z małymi zarobkami :) Odkąd przejęliśmy San Romero, to różne klany War Boyzów z nami bez problemu handlują. Więc jest rozkwit, a jak tobie Talerzu brakuje ludzi, to zamiast ich szukać, to może też byś wstąpił w szeregi nasze. Początkowo zarobki mizerne, ale od czegoś trzeba zacząć.
Kamiljan de Harlin von Wespucci

Dnia Kamiljan de Harlin von Wespucci napisał:

Panie Talerzu, ja wiem, że tutaj dużo chlacie alkoholu, ale bez przesady. Proponujesz mi wymarłe frakcje, podczas gdy wykonuję niezwykle trudne zadania ochraniacza narzędzi w frakcji Łowców Zombie! Ta frakcja ma przyszłość i mamy szansę podbić tych komuchów, którym skrzynki z winem się skończyły.
Pan Talerz

Dnia Pan Talerz napisał:

A co będzie, jak się Wam nieumarli skończą co hę?
Zakapturzony Garapeńczyk

Dnia Zakapturzony Garapeńczyk napisał:

Jeszcze zostaną mutaki ;)
Kamiljan de Harlin von Wespucci

Dnia Kamiljan de Harlin von Wespucci napisał:

Hmm, w sumie Talerz dobrze gada mimo tych browarów. W końcu wszystkim się przeje walka z zombie i mutakami. I kapsli mało dostanę. Wolałbym frakcję, która działa agresywnie i walczy o terytoria z innymi.

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 3 nieznanych