Winktown

Pewnego razu w bu... barze

Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Do Kundla wszedł Jan von Rainer razem z trójką ludzi. 24 omiótł wzrokiem pustą salę i skierował się do stołu obok wyjątkowo cichego radia. Jeden z jego ludzi zaczął szukać w ścianę obok dziury. Po chwili wyszedł stamtąd inteligentny szczur.
- Barman! Cztery uranowe. - Powiedział Rainer a szczur podszedł do lady.
- Kastner, czemu tu jest tak cicho i pusto? - Zapytał 24 podwładnego włączając radio.
- Prezydenta niewolnicy porwali na kilka dni a potem to wszyscy wydawali się dość zajęci. - Odpowiedział lekko otyły jegomość w hełmie Techrzeszy.
- I żaden nie raczy przybyć pod Kundla na odpoczynek przy kultu? - Pytał Rainer.
Rainer nie doczekał się odpowiedzi ponieważ barman doniósł kufle.
Borys

Dnia Borys napisał:

Wejście Borysa zostało, jak zwykle, przywitane poruszeniem wśród inteligentnych szczurów.
Sakwojaż pachniał jak zwykle, a dla gryzoni obojętne było czy niesie go Borys czy Regent, finał wejście miał być ten sam, dla Borysa uranowe dla szczurów ser.
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Do baru wszedł Rainer, Ostrich i paru innych. Rainer wycelował strzelbą w sufit strzelając dwukrotnie. Jednocześnie wydarł się następująco:
- To jest napad kurwy! Dawać całą kasę bo nie wyjdziecie stąd żywi!
Po chwili podszedł do jednego ze stołów przyglądając się leżącej tam butelce.
- Ciekawy czy ktoś by w to uwierzył gdyby ktoś tu był...
Strzelił z rewolweru do wieka butelki i się z niej napił.
- Panowie, weźcie tyle alkoholu ile uniesiecie i przynieście kapsle i ser dla szczurów. Ja zostawię list do Tellera.
Ludzie 24 zaczęli wykonywać jego rozkaz a on sam zaczął bazgrać po wyrobie papieropodobnym.

,,Szanowny Talerzu. Jakiś kretyn postrzelił sufit baru. Przyjechałem tylko na chwilę Aby uzupełnić zapasy. Wracam walczyć z zombie. Pozdrawiam, Jan von Rainer"

Po kilku minutach bar znów był pusty. Tak jak całe miasto...
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

- Znowu upada? Dziwni Ci Garapeńczycy... - Stwierdził von Geren i napił się czegoś, co miało zastąpić uranowe.
- Wszystko na to wskazuje. Elity musiały zająć się własnymi ojczyznami i Garapenia pozostała de facto bez elity. Wybuchają zamieszki i jest dość... zabawnie. Jest tego pewien Plus. - Odpowiedział Rainer.
Geren odłożył kufel i z zainteresowaniem spojrzał na Rainera.
- Nim zaczął się chaos przejołem cały Przemysł wojskowy. Używając tej infrastruktury rozpocząłem produkcję broni która będzie wydolna na Pustkowiach.
Rainer rozłożył mapę południowych Pustkowi z różnymi napisami. Palcem wskazał na Garapeńskie wybrzeże a konkretnie miejsce o nazwie ,,Iparburg".
- Od 2 tygodni do naszej kolonii na Zielonych Wyspach pływają 3 nieuzbrojone okręty wojenne. Tam ładunek jest przekazywany naszej flocie która transportuje je do Nuketown. - Z zadowoleniem Raniner opowiedział o szczegółach swoich interesów.
- Nie obchodzi mnie co Ty tam robisz. Czemu nic mi nie powiedziałeś!? - Wkurzony spytał.
- Bo byś tam pojechał i handlował moją bronią z tubylcami Stary dziadu. - Szyderczo powiedział 24.
- I kogo będziesz uzbrajał? Bobry?!
- Tym też się zająłem. Gdy byleś ostatnio w Nuketon nie zauważyłeś że brakuje 4 okrętów, choć kazałem wszystkim 8 zostać w porcie?
- Ehhh... O tym też mi nie powiesz.
- Nie zamierzam. - Odpowiedziaĺ Rainer. - Choć zanim przyjdzie Talerz i nas znowu ochszani ze zamiast walczyć z zombie chlejemy rezerwy alkoholu.
Drogodziej Kiełczyński

Dnia Drogodziej Kiełczyński napisał:

Do baru wszedł, czy może raczej wbiegł nieco podstarzały już mężczyzna, choć miał ogromne wątpliwości, czy kogokolwiek jeszcze dziś w nim napotka. Na wszelki wypadek schowany, acz widoczny miał ze sobą pistolet. Wiedział, że wszystkiego się w tym miejscu można spodziewać...
— Czy jest tu Jan von Rai... Numer 24? — odezwał się ów człek, niemalże krzycząc, wyraźnie rozemocjonowany — Prędko, prędko... Mam list...
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Rainer celował z rewolweru w bobra mającego na głowie pustą butelkę. Obrucił się do jegomościa i z zaskoczeniem w głosie powiedział:
- Pan Kiełczyński? Tutaj?! Co się stało?
Drogodziej bez słowa podał mu kopertę ten szybko ją odczytał. Po chwili zimnym głosem powiedział:
- To zbyt ważne żeby tu to omawiać. Choćmy do mojego biura.
Gdy wychodzili Rainer spód pachy wystrzelił 2 razy trafiając Bobra w brzuch.
Harlin

Dnia Harlin napisał:

Do baru wbił właśnie typek w czarnej fedorze i przywitał się.
- No siema siema, o tej porze każdy wypić może. Byłem na długim urlopie na Nordacie, a raczej - wracam do urlopu na Pustkowiach. Straszny syf się tutaj zrobił, ktoś musi zrobić porządek i zachęcić innych do pomocy.
Harlin otworzył paczkę Harlinek i spróbował kilku.
- Ktoś chce? Nie? Tyle się męczyłem, żeby zabrać ten towar z Nordaty... Dobra, jest tutaj może Łowca Zombie? Numer 24? A może ktoś nowy się pojawi? Ja niedługo lecę ukr... przejąć kilka statków.
Zakapturzeniec

Dnia Zakapturzeniec napisał:

I wtedy nikt się tego nie spodziewał...

On wrócił. Zapomniany Psychopatyczny Łowca Zombie, jednak nawet i on wiedział, że sama walka z zombie i mutantami to w tych czasach rzecz nieosiągalna. Tymbardziej że jego wierni ludzie, dawno zostali zjedzeni albo zmienieni w zombie, no może z wyjątkiem Kamiljana, który miał tyle szczęścia, że zmienił frakcje... Wiedziałem że muszę odbudować reputacje, jednak chciałem to zrobić w inny sposób. Porzucę swoją frakcję i albo dołączę do inne frakcji, albo będę podróżnikiem bez-frakcyjnym.

Jednak plany, jak na prawdziwego mężczyznę pustkowi przystało, zaczął od chlania piwa.
Harlin

Dnia Harlin napisał:

Harlin gdy tylko zobaczył Łowcę Zombie natychmiast wstał i ścisnął mu rękę.
- Świetnie, cieszę się, że również tutaj dotarłeś. A teraz dawać mi denaturat, trzeba się nawalić przed wyprawą.
- No ja wiedziałem, że upadłeś nisko, ale żeby aż tak? - odpowiedział mi sprzedawca - Ale co ja będę pijakowi żałował, później będzie że to ja jestem zły i nie chciałem sprzedać flaszeczki fioletowego trunku. Ale naprawdę trzeba być zjebanym, żeby coś takiego pić...
- Nie gadaj, tylko lej... Może stworzymy frakcję nordacką, hm? Chociaż to mało pomysłowe. Zobaczymy co możemy zrobić jak się wyśpimy i wytrzeźwimy.
Oficerek

Dnia Oficerek napisał:

Do baru wszedł nikomu nieznany, młody mężczyzna, ubrany w motocyklową, skurzaną kurtkę, wojskowe spodnie oraz ciężkie buty z metalowymi czubami. Wolnym krokiem podszedł do baru i zamówił szklankę dziwnego w smaku alkoholu. Gdy zobaczył towarzyszy Harlina oraz Łowcę Zombi zerwał się na równe nogi i podszedł do stolika - witajcie towarzysze - powiedział mężczyzna - przybyłem aby wam pomóc...
Zakapturzeniec

Dnia Zakapturzeniec napisał:

Witamy na pokładzie towarzyszu Oficerek! Widzę że test już zdałeś(przetrwanie dojścia do tego baru). Muszę pogratulować, bo niewielu tu osobą się udaje przejść tą próbę. Oczywiście jestem już byłym łowcom zombie, wystarczy że będziesz mnie zwał zakapturzeńcem.
Co będziesz porabiał na pustkowiach świeżaku?
Oficerek

Dnia Oficerek napisał:

Było ciężko.... po drodze zaatakowała mnie mala grupa zombiaków. Szkoda było marnować amunicję więc załatwiłem ich toporkiem *wyciąga niewielki toporek na którym widać ślady krwi i kawałki mięsa*. Na tą chwilę nie wiem co będę tutaj robił, muszę dokładnie obejrzeć ten kraj, poznać zasady jakie tutaj panują itp. z czasem może znajdę sobie jakieś zajęcie.
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

- Zasada jest jedna - Z zaciemnionego rogu sali odezwał się znajomy głos. Siedział tam człowiek w znoszonym mundurze Austro-Węgierskim palący fajkę. - Nie wchodź wojsku w drogę.
Jegomość wstał i podszedł do światła gdzie ukazała się twarz Jana von Rainera. Podszedł bliżej witają się ze wszystkimi.
Harlin

Dnia Harlin napisał:

- Rainer, typie, gdzie ty byłeś? - Harlin podał mu kufel piwa. - Tyle czasu minęło, opowiedz lepiej co robiłeś i co zamierzasz robić. Klika z Nuketown wznawia działalność? Ostatnio słyszałem, że zombie z południa dostały się na Zielone Wyspy, trzeba zrobić tam porządek.
Numer 24

Dnia Numer 24 napisał:

Rainer przysiadł i odpowiedział:
- Na Pustkowiach cały czas jestem i pilnuję miasta od zombie. W międzyczasie założyłem aktorkę na zielonych wyspach gdzie te cholerne zombie ostatnio przybyły. I jak tu uczciwie przemycać skoro trzeba było stamtąd wiać. Ale spokojnie, ,,Nukersky" tam płynie i się tym zajmię. W Garapenii obserwowałem jej upadek gdy nagle przybył Pan Kiełczyński przybył, coś tam chciał robić ale pojawiły się problemy...
24 nosił się alkoholu i kontynuował.
- Przebywam też na Austo-Węgrzech gdzie dość cicho... A Pan? Co się z panem działo?

Hile Wędrowcze!

Ostatnio widziani

  • 3 nieznanych